skip to main |
skip to sidebar
Najmniejsza w grupie, z najmniejszymi bucikami, ale z niemal nigdy nie przestającą mówić buzią. Właśnie skończyła swoją pierwszą szkołę. Od września zaczyna poważniej.

Raczej uważam ich za twardych, nie zbyt wrażliwych, w przewadze zamkniętych w sobie. Takich widzę Japończyków. Ale oczywiście wyjątków jest pewnie wiele.
Wczorajszy widok mnie rozczulił. Starsza kobieta mijająca stojącego przy ambasadzie strażnika, zatrzymuje się przy nim. Wymieniają się tylko oficjalnym przywitaniem, pani wyciąga z torebki cukierka, częstuje wyższego od siebie o dwie głowy mężczyznę i odchodzi.
Lubię to :)
Wyobraź sobie, że w sobotni późny wieczór leżysz na sofie i zamawiasz książki przez internet. W deszczową niedzielę przed kolacją przyjeżdża Pan i z ukłonami wręcza Ci zabezpieczoną od deszczu przesyłkę. To nie żart. Tak działa to w Japonii. To, i mnóstwo innych rzeczy, nas rozpieszcza. Stały się już dla nas normalne, ale po krótkim pobycie poza Japonią, znowu mnie zaskakują. Zaczynam się obawiać, jak się odnajdziemy w innym miejscu...

drugi dzień. praktycznie bez przerwy. Raz mocniej, raz słabiej. Zaprzyjaźniamy się z kaloszkami i parasolem. Idziemy na poszukiwanie kałuż. A ich zawsze jak na lekarstwo. Zawsze się zastanawiam gdzie ta woda ucieka. Czy te studzienki nigdy się nie przepełniają? Niesamowite. Zdarza mi się oczywiście narzekać na Japończyków za ich brak domyślności, czy komplikowanie prostych spraw, ale w kwestiach konstrukcyjnych :) .... chylę czoła.
I tak idziemy z synem przez miasto..., mokrzy wpadamy na kakao, patrzymy na ulubione przez turystów skrzyżowanie na Shibuya pokryte dziś mnóstwem parasoli. "Lubię z tobą być mamo". - słyszę i przytulam go mocno. Ponad pół godziny bawimy się w "kto znajdzie ludzika bez parasola".
Wracamy, deszcz pada przez całą noc.
Z przygodami dotarliśmy do Tokyo.
Czy każdy podróżuje z przygodami, czy tylko my mamy ostatnio takie szczęście? Gdyby ktoś potrzebował rad jak samotnie podróżować z dziećmi przez kontynenty służę pomocą.
Pewnie moja wiedza mogłaby być przydatna również dla linii lotniczych. Z przyjemnością się nią podzielę.
"Mamo, chciałbym mieć swój telefon, ok?"
"Po co synku. Do kogo będziesz dzwonił?"
"Do bogów"
Dzieci zaliczyły pierwszy tydzień w lokalnym przedszkolu. Nie jeździmy rowerem, tylko autem. Przedszkole jest dwa razy większe do tokijskiego, w klasach więcej dzieci, mniej nauczycieli. Wszystkie posiłki mają na miejscu, mamy nic nie muszą przygotowywać. Nie chodzą do parku, ponieważ mają swój ogród. Wszystko jest inne.
A dzieci są zafascynowane tym, że wszyscy mówią po polsku. Po czterech dniach słyszę u swojego syna polskie zwroty, których nie używałam od dwudziestu lat. Przeraża mnie jak szybko dzieci adaptują się do nowej sytuacji.
Po kim to mają?
Wciąż mówią o Tokio, tęsknią. Ja też. A wczoraj trzęsienie ziemi o sile 6,3 nawiedziło prefekturę Chiba ;(